Reklama na stronie English Academy, dowiedz się więcej
tel. 796 352 084 zobacz szczegóły reklamy
Promocja lekcji przez Skype - fachowa i szybka nauka
zobacz szczegóły, wypełnij formularz - oddzwonimy

EMIGRACJA KROK PO KROKU…
Życie
emigrantów
„Są w życiu chwile, w
których trzeba podjąć ryzyko i dać się ponieść
szaleństwu”
Nie bez kozery został przytoczony tutaj ten cytat, albowiem dla większości, jeśli nie dla wszystkich wyjeżdżających taki właśnie wyjazd - był, jest - pełen obaw, ale i nadziei, zysków i strat. Obaw, że niekoniecznie miejsce, do którego zmierzamy będzie takim, jakie zostało nam zaprezentowane, ale jednocześnie nadziei, że przecież musi być dobrze, bo jak nie mnie to, komu ma się udać? Zysków, bo możemy spodziewać się nie tylko przypływu gotówki, ale nowych znajomości, nowych umiejętności językowych, zwyczajów. Ale również to „ryzykowne szaleństwo” niesie ze sobą możliwość rozczarowania po powrocie, że ukochanej osoby już nie ma,…bo odległość „zniszczyła” wasz związek, (a może nie byliście sobie po prostu pisani?), znajomi z zazdrości również mogą nie chcieć już podtrzymywać kontaktów itd. Jednak co by się nie stało to da się przeżyć, bo nic tak nie wzmacnia jak świadomość, że zawsze trzeba liczyć na siebie. A tego właśnie uczy taki wyjazd. I to jest najlepsza lekcja by uzmysłowić sobie, że nasza osobowość nie jest tak „krucha” jak się nam wydawało. Co by tu dużo mówić, możemy nawet odnieść wrażenie, że jesteśmy samowystarczalni? Byle tylko nie wpoić sobie tego na stałe, bo warto mieć kolegów i koleżanki, kogoś, do kogo możemy się odezwać, pożartować czy nawet wypić angielską herbatę. Tak już został ułożony ten świat, że jest dla ludzi i z ludźmi, i ważne by o tym pamiętać, zwłaszcza, gdy jesteśmy daleko…A jak wyglądała emigrancka wędrówka jednej z bohaterek?…na imię jej…Marlena…
Przez dwa lata obiecywała sobie, że wreszcie wyjedzie za granicę. I przez dwa lata nie udawało się zrealizować tych postanowień. Aż do chwili, gdy poznała – bliżej – Aśkę. Bo to ona właśnie zaproponowała jej wspólny wyjazd do Anglii. I się udało, w końcu. Jechały autokarem niecałe 30 h i była to naprawdę męcząca podróż, choć myśl, że już wkrótce zobaczy „ziemię wymarzoną” napawała optymizmem i dodawała otuchy. Aż w końcu dotarły do wyznaczonego miejsca. Miasteczko trochę westernowe, ale czyste i spokojne. Dom, w którym wynajmowały pokój, duży i przestronny, w większości wynajmowany przez Polaków, którzy od razu ich przywitali – serdecznie zresztą. Jedyny Anglik, który z nimi mieszkał od razu podzielił się swoim jedzeniem, każdej z nich dał paczkę płatków miodowych, a był to naprawdę miły gest. Potem były wesołe rozmowy, kolacja i czas na sen…J I choć zmęczenie przeplatało się z radością to mimo wszystko Marlena nie mogła długo usnąć. Zastanawiała się jak to będzie następnego dnia, co ją jeszcze czeka, jak potoczy się jej przygoda. Wstała zresztą wcześnie, bo razem z koleżanką musiały kupić rowery by czymś jeździć do pracy. Do miasteczka jechały angielskim busem – dwupiętrowym, widok był całkiem normalny, domy, ulice, ale świadomość, że to nie Polska, dodawały wyjątkowości tej podróży. Dotarły do miasteczka. Pierwszym miejscem, sklepem, który poznała był PRIMARK. Naprawdę duży, odzieżowy shop. Można tam było znaleźć wszystko od bielizny po swetry, aż do biżuterii i torebek. I te ostatnie szczególnie zainteresowały dziewczyny, zarówno Aśka jak i Marlena kupiły sobie torebki, po dwa funty, było warto. Aż doszły do miejsca, w którym stały używane rowery i było to jedyne miejsce w pobliżu, w którym taki dwuśladowy pojazd można było nabyć. Rowery nie porażały swą nowością ani wyglądem ogólnym, ale coś trzeba było wybrać. Za takie dwie „kozy” zapłaciły sporo, ale miały nadzieję, że im się nie zepsują i pojeżdżą nimi długo. No i do domu wracały już swoimi „nowymi” nabytkami. Oczywiście dla Marleny było to szczególne przeżycie, bo po pierwsze, jazda odbywała się po przeciwnej stronie ulicy niż w Polsce, a po drugie, że rower odrobinę chrabąszczył także chcąc nie chcąc było ją słychaćJ. Ale gdy dotarły do domu od razu nasmarowała łańcuch i kłopotliwy zgrzyt zanikł. Kładąc się spać Marlena znowu rozmyślała jak to będzie rano…bo miał to być jej pierwszy dzień w pracy…
Jeśli chcecie opowiedzieć swoją przygodę, swój pobyt za granicą to piszcie na e-mail: krokpokroku@interia.eu




