Reklama na stronie English Academy, dowiedz się więcej
tel. 796 352 084 zobacz szczegóły reklamy
Promocja lekcji przez Skype - fachowa i szybka nauka
zobacz szczegóły, wypełnij formularz - oddzwonimy

EMIGRACJA KROK PO KROKU…
Angielskie obyczaje
„Najpiękniejsze
co
jest na świecie, to pogodne oblicze”
Otóż tak. Jest to bardzo miły zwyczaj, gdy podczas porannego joggingu, jazdy rowerem do pracy czy spacerze z ukochanym czworonogiem każdy każdemu mówi: „Good Morninig”. I nie jest to byle jakie przywitanie, ale jak najbardziej radosne. I nie ma najmniejszego znaczenia czy osoby się znają wzajemnie czy też nie. A tym bardziej jest to gest przyjaźni, zwłaszcza dla obcokrajowców. Pamiętam, że pierwszy raz gdy ktoś powiedział do mnie „Good morning” to miałam lekko zdziwioną minę, a co dopiero gdy kolejny osobnik uczynił to samo, stwierdziłam, że aż niepodobne żeby mnie tu znali. Być może to trochę zarozumiałe, ale wtedy nie wiedziałam, że to taki zwyczaj. Bardzo ciekawy zresztą, bo nauczył mnie w pewnym stopniu być osobą bardziej otwartą, a już tym bardziej w zupełnie obcym miejscu. A zatem każdego poranka witał mnie nie tylko mój rower i koleżanka, z którą jeździłam do pracy, ale również rzesze napotkanych „znanych-nieznajomych”. A przy tak rozpoczynającym się dniu energii przybywało i tak jakoś raźniej, i weselej robiło się w duchu, że przecież nie jestem samaJ.
Podobnie zresztą było podczas jazdy windą, wtedy każdy wchodzący do niej jako pierwszy witał tych już stojących. Wtedy formuła słowna jest bez znaczenia, ale gest pozdrowienia być musi. W przeciwnym razie możemy zostać odebrani jako pozbawieni kultury ludzie, a przecież tego byśmy nie chcieli. I mimo, że w Polsce też mamy windy to takich zachowań brakuje, a szkoda, bo to dodaje pewności siebie i stwarza dobrą okazję do nawiązania kontaktów, a jak wiemy kontakty trzeba utrzymywać.
Cudownie, wspaniale, świetnie…
I choć nikt nie rodzi się bez wad, to z pewnością zaletą, którą mogą się poszczycić Anglicy jest ich łagodność i dobry humor. To co mnie urzekło w ich zachowaniu to fakt, że nie ma w nich chaosu – są spokojni; nawet nie mają skłonności do przepychania się w kolejce. Zawsze, i to warto podkreślić, życzliwie podchodzą do każdego. Są bardzo uczynni, wskażą drogę nieznajomemu, pomogą wysiąść z autobusu, a przede wszystkim w banku czy na poczcie, czy jakimkolwiek innym miejscu publicznym są po prostu sympatyczni. Nie widać u nich znużenia interesantem…po prostu cieszą się z faktu, że mogą pomóc. A na dodatek jest jedno słowo, które w ciągu dnia potrafią wypowiedzieć wiele razy, a jest to „lovely”. Co by nie było, czy też się nie stało to zawsze jest „lovely” (oczywiście za wyjątkiem naprawdę trudnych, przykrych zdarzeń). Przyznam, że aż czasem było to denerwujące, bo jak wszystko może być cudowne? Na przykład na twierdzącą odpowiedź na pytanie czy znam dokładnie swój angielski adres? Nie było słowa „ok” tylko „lovely”. Czy nie chce się pani dodatkowo ubezpieczyć? I tu, na negatywną odpowiedź, też było „lovely”. No, ale taka jest ich mentalność i można do tego przywyknąć, a nawet można się od nich nauczyć takiego wyciszenia. Zresztą w ich wyglądzie jest coś optymistycznego, a przecież nie należą do najpiękniejszych narodowościJ. Jeszcze warto dodać, że są bardzo uprzejmi, zawsze pytają o samopoczucie, zawsze potrafią przeprosić, nawet o byle co…i choć ten dowcip to nie byle co, to warto przeczytaćJ
- Przepraszam.
Na to poeta:
- A nic nie szkodzi, myślałem że to koń...




